(Nie)znajomi, czyli film o ludziach takich jak my

Wiadomość, że powstanie polski remake włoskiego hitu „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” od początku wzbudzała wiele skrajnych uczuć i opinii. Niektórzy pytali: po co powtarzać już istniejący film? Muszę przyznać, że sama początkowo byłam odrobinkę sceptycznie nastawiona, ale równie mocno ciekawa, jak „(Nie)znajomi” wypadną na tle swojego pierwowzoru.Chociaż fabuła pozostaje niemalże identyczna, bo także opowiada o siódemce przyjaciół, którzy spotykają się i postanawiają zagrać w grę, która polega dzieleniu się każdą wiadomością i rozmową telefoniczną, jaka odbędzie się tego wieczoru, inteligentny widz szybko orientuje się, że wcale nie ogląda tego samego filmu. Nawet gdy bohaterowie obu produkcji rozmawiają o tym samym, to nie jest to taka sama rozmowa. Ogromną rolę odgrywa tu kontekst kulturowy. Ich związki, relacje przedstawione są w oparciu o polskie realia. Przykładem może być sposób w jaki kłóci się małżeństwo, czy język i agresja jaka pojawia się, kiedy tematem rozmowy staje się homoseksualizm. To bez wątpienia film o Polakach. Historia osób nieszczęśliwych, które kłamią, udają szczęśliwych i ustatkowanych ludzi, idealnie wpisuje się w nasze społeczeństwo i choć pokazana w brutalny sposób, zmusza do rozważań i każdy znajdzie tu coś o sobie. 

Kolejną rzeczą, która odróżnia ten film od „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” jest praca kamery. Powolnie sączące się ujęcia znad stołu, przerywniki od rozmów, kiedy słyszmy tylko muzykę i oglądamy śmiejących się, gestykulujących i cieszących wspólnym wieczorem przyjaciół. Tego rodzaju ujęcia wyróżniają ten film, nadają mu swoją własną specyfikę i klimat. Uwydatnia to także luz, bliskość i pozorną intymność relacji między bohaterami, która potem okazuje się fałszem.

Nie sposób również nie skomentować genialnej gry aktorskiej jakiej jesteśmy świadkami od początku do końca. Każdy z aktorów staje się swoją postacią naprawdę, dzięki czemu ich historie i przeżycia są dla nas wyjątkowo autentyczne. Na szczególne wyróżnienie zasługuje tu monolog Mai Ostaszewskiej, która wspina się na wyżyny swoich umiejętności i sprawia, że włoski na rękach stają nam dęba.

Abstrahując od faktu, że jest to remake –  muszę przyznać, że chyba nie widziałam jeszcze równie dobrej komedii w polskim kinie. Polecam go wszystkim, z pewnością będzie to miły seans nawet dla tych, którzy oglądali już pierwowzór.

Zdjęcia: Jarosław Sosiński

Zostaw komentarz