Kiedy sacrum pozlepia się z profanum

A gdyby tak stworzyć remedium na większość naszych problemów? Gdyby było ono uniwersalne, do zastosowania w każdym wieku i sytuacji? A co, jeśli wszyscy je znamy, ale tak naprawdę mało o nim wiemy?

1+1=1

Kiedyś ludzkość rozdzierały dwie nadrzędne siły nią rządzące. Świat dzielił się na materialny i duchowy, sacrum i profanum. Materia związana była z człowiekiem, instynktami zwierzęcymi, nad którymi powinno się panować. Duch symbolizował bogów, świętość. Coś, do czego istota ludzka musi dążyć, lecz jest z góry skazana na porażkę. Niespełnione dążenie do sacrum było przyczyną wiecznego nieszczęścia. Twarzą dualizmu był, i niewątpliwe jest nadal, sam Platon. Podzielił świat na niepodlegające zmianom i doskonałe idee oraz na ich chwiejne i niedoskonałe cienie.

Zatarcie tego podziału dokonało się już w starożytności i tak powstał monizm, zakładający jednorodność świata. Mamy w nim do czynienia albo ze światem składającym się tylko z materii, albo tylko z ducha, albo z ich hybryd.

Stoika nic nie rozrywa. Nie staje nigdy przed słynnym wyborem: sacrum czy profanum. Kochać platonicznie czy cieleśnie plugawić świętość? Stoik po prostu przyjmuje to, co stawia przed nim życie, nie rozwarstwiając tego, nie głowiąc się, czy popełni grzech, czy nie skala świętości czynem swoim. Nie targają nim emocje czy też popędy, które jest w stanie opanować.

Przyjaciela śmierć

Aby poczynić pierwszy krok do stania się stoikiem, należy podzielić swój świat na sprawy zależne i niezależne od nas i każdą nową opatrywać odpowiednią etykietą. Trzeba zawsze być przytomnym. Gdy spada na nasze barki niezależna od nas sytuacja, która mogłaby wywołać nasz gniew, łzy czy cierpienie, lepiej pomyślmy, że nasze emocje nie zmienią niczego. Świat będzie taki sam, czy będziemy wywoływać awanturę, płakać czy też gdy staniemy spokojnie z boku. Mędrzec nie popadnie w cierpienie po śmierci swego przyjaciela. Uzna to za naturalną kolej rzeczy i będzie pamiętał, że koniec czeka również i jego. Nie będzie podskakiwał z radości z powodu wygranej na loterii. Przyjmie to w pokorze, gdyż wie, że biorąc udział w grze, podejmował pewne ryzyko wygranej.

Własne pole

Mędrzec niejako odgradza się od świata zewnętrznego. Powodem nie jest jednak aspołeczność. On po prostu lokuje energię w swoim polu z etykietą „zależne ode mnie”. To je będzie uprawiał i na nim się skupiał, nie wyściubiając poza nie nosa. Będzie je nawadniał, pielił, nawoził, a jeśli uprawy będą słabe, nie zacznie wymachiwać pięścią w niebiosa, złorzecząc. Raczej przemyśli, co zrobił nie tak i poprawi swoje rolnicze działania tak, by plony w najbliższej przyszłości były satysfakcjonujące.

A co, jeśli spadnie grad?

Grad też jest dobry. Jest brzytwą, która wycina słabe rośliny ze stoickiego poletka, a pozostawia te, które widocznie miały pozostać. Determinizm jest tu pomocnym wyróżnikiem. Wszystko ma swoją przyczynę. To, że mędrzec ma dziś zniszczone plony nie musi oznaczać jego krzywdy. To wydarzenie czemuś służy. Być może słaby plon spowoduje, że szkodniki ominą jego włości i pójdą do ukochanego sąsiada.

Celowość

Seneka pisał o niej, radząc ustalić samemu przed sobą, dokąd się dąży. Warto ocenić, gdzie chcemy dojść i czy jest to w ogóle możliwe. Jeśli nie, odrzucić taki cel i wybrać to, czemu możemy sprostać. Powinniśmy być świadomi swoich ograniczeń i stąpać twardo po ziemi, zamiast bujać w obłokach i dążyć do gwiazd, których nigdy nawet nie dotkniemy.

Łatwizna

Dziś być może łatwiej zostać stoikiem. Osiągnięcia techniki nadają nam trochę jednolitości, odrobinę szarości i mieszają to wszystko z „wyjątkowością”, która jest już tak powszednia, że straciła swoje pierwotne znaczenie. Jeśli każdy z nas jest wyjątkowy, to czy wszyscy nie jesteśmy tacy sami? Z tak poukładanego świata, gdzie uderza nas nadmiar bodźców, dużo łatwiej wyłączyć się emocjonalnie. Gdy ludzie budują relacje coraz częściej w oparciu o wirtualne treści z kimś w małym elektronicznym urządzeniu, a nie z człowiekiem, którego mogą dotknąć, jest łatwiej nie czuć głębokiego zaangażowania. Lub czuć je tylko przez chwilę, zapominając o nim przy kolejnym zabawnym filmiku w sieci. Ale jeśli już mamy łatwiej ze stoicyzmem, to może osiągnijmy go świadomie i mądrze?

Jak to wszystko osiągnąć?

Nie oszukujmy się i przyznajmy od razu, że mimo wszystko filozofia ta nie jest dla każdego. Na przykład choleryk, który we mnie siedzi, nigdy nie pozwoli mi osiągnąć tego cudownego punktu, w którym wyłączę swoje emocje na świat zewnętrzny, nie będę się przejmować i wybiorę milczenie zamiast iście włoskiej awantury. Ale nie skreśla to kilku kiełkujących ziaren stoicyzmu, które zasiał mi w głowie profesor Tatarkiewicz, autor znakomitej „Historii filozofii”.  Z wiekiem już opadam z sił, łamie mnie artretyzm i coraz trudniej machać rękoma w gniewnych gestach. Coraz częściej zdarza mi się stoicyzm. I piękne są to zdarzenia, gdyż widzę w nich wielką mądrość, której ustępuje wściekły sartrowski buntownik.

Historyjka na dobranoc i na zakończenie

Kiedy interesowałam się buddyzmem, usłyszałam od pewnego mnicha ciekawą historię. Kiedy był na naukach w tybetańskim klasztorze i jadł ze swym mistrzem śniadanie, wpadła do nich rozhisteryzowana kobieta. Krzyczała, że jej przyjaciółka się powiesiła. Płakała, szarpała mistrza za ubranie. Mistrz nie zrobił nic poza kontynuowaniem jedzenia owsianki. Kobieta najpierw krzyczała coraz głośniej, ale po kilku minutach ignorowania przez mnicha, ucichła. Gdy mistrz skończył śniadanie, zwrócił się do niej z prośbą, by teraz na spokojnie opowiedziała mu, co się wydarzyło. Czy jej krzyk i histeria przywróciłyby życie przyjaciółce? Oczywiście nie. Czy jej reakcja była naturalna? Oczywiście tak. Przecież, gdy w naszej ocenie sytuacji dojdziemy do wniosku, że nie mamy na nią większego wpływu, możemy zaoszczędzić sobie eskalacji cierpienia, która nie prowadzi do niczego dobrego. Spokój gwarantuje zdrowie psychiczne i zaoszczędzone nerwy, które zszargane na nic nam się nie przydadzą.

Zostaw komentarz