Najnowszy spektakl dyplomowy Szkoły Filmowej w Łodzi „Nie jedz tego, to jest na święta”

Spektakle w łódzkim Teatrze Studyjnym to dla mnie zawsze ekscytująca podróż wyobraźni, wypłynięcie na głębokie wody bez kamizelki ratunkowej. Każde spotkanie z młodymi aktorami jest wyjątkowe, bogate w autentyczność, nietuzinkowość i prawdziwość zdarzenia teatralnego. Mam wrażenie, że oni zawsze chcą nam, widzom, coś powiedzieć i to jest piękne. Tak było również i tym razem.

Najnowszy dyplom studentów aktorstwa pod tytułem „Nie jedz tego! To jest na święta!” w reżyserii Mariusza Grzegorzka, rektora PWSFTviT w Łodzi, jest przeżyciem szczególnym, niemożliwym do streszczenia, a tym bardziej sklasyfikowania. Od wejścia wita nas i bawi niezwykle charyzmatyczny, młody aktor – Dominik Mironiuk, który następnie zaprasza na salę i przedstawia po kolei całość obsady. Już taka forma rozpoczęcia może być niecodzienna dla publiczności przyzwyczajonej, że to kurtyna rozpoczyna i zamyka całość przedstawienia. Ale to dopiero początek.

Fot. Aleksandra Pawłowska

Bez wątpienia cechą szczególną jest tu eklektyzm, połączenie wielu różnych form i stylów w jednej, spójnej całości. Tak więc, przez chwilę jesteśmy świadkami mszy i śpiewów kościelnych, by za moment zostać wciągnięci w scenę musicalową. Po pewnym czasie nic, co dzieje się na scenie, nie jest w stanie już nas zadziwić. Choć trudno tu mówić o głównym wątku przedstawienia, spektakl najwięcej czasu poświęca teatralnemu dokumentowi, opowiadającemu dramatyczną historię, inspirowaną filmem „Porwana w biały dzień”. Opowieść ta wydaje się nieprawdopodobna nawet dla widza teatralnego, więc tym bardziej trudno sobie wyobrazić, że wydarzyła się naprawdę. Sprawa dotyczy dwukrotnie porwanej i gwałconej dwunastoletniej dziewczynki imieniem Jan (w spektaklu: Suzi)  przez przyjaciela rodziny, który miał na jej punkcie obsesję. Aby zbliżyć się do rodziny i zjednać sobie rodziców Jan, mężczyzna uwodzi matkę dziewczynki, a następnie nawiązuje więź seksualną z jej ojcem.

Fot. Aleksandra Pawłowska

Na scenie panuje minimalizm. Od czasu do czasu pojawiają się niewielkie elementy takie jak krzesła, suszarka do włosów czy też instrumenty, ale ich znaczenie jest zazwyczaj symboliczne i są tylko zaczątkiem myśli, która od razu odsyła nas do sfery wyobraźni. Podobnie wygląda sprawa kostiumów – aktorzy ubrani są na biało z przyczepianymi do klatki piersiowej nazwami postaci, którymi w trakcie spektaklu się wymieniają. I choć te wymiany mogłyby wprowadzić zamieszanie i chaos, nic takiego nie ma miejsca, ponieważ młodzi aktorzy wyjątkowo świetnie wchodzą w nowe postaci. I choć całość obsady jest zniewalająca, pełna energii i niewinności,  chciałabym wyróżnić trójkę aktorów, która wyjątkowo mocno złapała mnie za serducho, są to Julia Szczepańska, Irmina Liszkowska i już wcześniej wspomniany Dominik Mironiuk.

Według mnie jest to spektakl, który ogląda się niepokojem, zastanowieniem i dużymi wątpliwościami, o czym to tak naprawdę jest.

Zdjęcia: Aleksandra Pawłowska

Zostaw komentarz