Wegański obiad. Czym to się je?

Zastanawiasz się nad dietą wegańską lub ją zaczynasz? Myślisz sobie: nie wolno mięsa, nie wolno masła, nie wolno śmietany, ani jajka sadzonego. To co w ogóle wolno? Czy to może być smaczne? I czy warto w ogóle rozważać dietę, która wprowadza same zakazy?

Planując obiadowe zakupy, niełatwo jest wyjść ze schematu, którym nasze polskie umysły dobrze nasiąknęły: schabowy z ziemniakami i surówką. Ten domowy tryptyk jest w nas tak głęboko zakorzeniony, że ręka sama zapisuje na liście coś, co ma owego kotleta zastąpić. Ale ile można jeść kotlety sojowe? Więc szuka biedna ręka czegoś, czym można by uzupełnić pokotletową lukę i wymyśla jajko. Sadzone.  Też nie wolno…

Cóż, ucinając filozoficzne wzniosłości, można by porzucić listę i udać się w kulinarną podróż po wegańskich restauracjach w celach badawczych. To, co możemy tam znaleźć, to zdziwienie. A zdziwić się możemy tym, że zapewne dopiero po skonsumowaniu dania, przypomnimy sobie o braku kotleta. Mało tego, to, co zamówiliśmy w ogóle nie potrzebowało jego zamiennika!

Pierwszym krokiem do nauczenia się kuchni wegańskiej może być naśladownictwo. Dużo łatwiej znaleźć siebie, swój styl i smak, gdy możemy oprzeć się o coś, co przyrządził dla nas doświadczony kucharz. Restauracje to dobra praktyczna szkoła, której nie zastąpi żaden przepis. Bo przecież nie każda marchew jest tak samo słodka. Nie każda dynia upiecze się na chrupko. Nie każdy kumin jest tak samo aromatyczny. Trzeba nauczyć się doprawiać i składać smaki na nowo.

Choćby umami, obiadową bazę, łatwo osiągnąć, ale i łatwo popsuć. Można go wydobyć sosem sojowym, podsmażoną cebulą i obecną w każdym wegańskim przepisie papryką wędzoną, która niszczy wszystkie inne smaki i w krótkim czasie może obrzydzić młodemu adeptowi sztuki kulinarnej wszelkie dietetyczne eksperymenty. Subtelne w smaku, a niesamowicie flirtujące ze zmysłami, jest chili chipotle. Najlepiej smażyć je, gdyż potrzebuje ono temperatury, by wybrzmieć. Można też sypnąć do sosu płatków drożdżowych dla serowego posmaku i zaopatrzenia organizm w witaminy z grupy B.

Najważniejszy jest rozsądek. Nie rzucać się na dostępne gotowce, którym często blisko w smaku do plasteliny. Zastanowić się raczej nad tym, jakie mamy możliwości, nie ograniczenia. Jakie są w danym sezonie rośliny. Nie skupiać się nigdy na tym, jak zastąpić mięso, bo to ślepa uliczka. Pomyśleć raczej, będąc na targu, które warzywo jest na tyle kremowe, by użyć go do risotto, co pasuje do falafela, które zioła wybrać do kaszy z grzybami oraz co dorzucić do makaronu czy buddha bowl. I zmieniać, eksperymentować. Dobrze jest gotować dania krótko i szybko, by nie stracić zapału. A nawet jeśli, to podejmować kolejne misje badawcze w restauracjach wegańskich, które potrafią być naprawdę pomysłowe w wykorzystaniu produktów.

Zostaw komentarz